Rozmówcą jest Andrzej Saciuk

MUZYKA WAGNERA
- PARADOKSY DOBRA I ZŁA...

 

 

SPIS TREŚCI

 

  1. Talent i odkrywanie własnej drogi...
  2. Praca nad rolą Hagena a trudne pytanie o "zło w człowieku"...
  3. Paradoksy ludzkiego losu a metajęzyk niezmierzonego światła, "muzyki jasnej", humanizmu...

 


 

1. Talent i odkrywanie własnej drogi...

Ludwika Malewska-Mostowicz - Stworzył Pan w trzeciej i czwartej części cyklu dramatów muzycznych Ryszarda Wagnera interesujące kreacje Fafnera w Zygfrydzie oraz Hagena w Zmierzchu Bogów; dzięki wyjątkowym dyspozycjom głosowym i aktorskim. Postać Hagena - to ostry kontrast wobec innych bohaterów Pierścienia Nibelunga. Jaka była Pana artystyczna droga do Wagnerowskich postaci?

Andrzej Saciuk (Hagen) - Od dawna śpiewałem w rozmaitych zespołach i chórach. Koledzy i profesorowie dziwili się często, że śpiewam zwykle o oktawę niżej. Dziś pełnię funkcję "basa" w operze w Düsseldorfie. Chciałem niegdyś, wbrew życzeniom całej rodziny, zostać aktorem.

L.M.M. - Co z tego wynikło?

A.S. (H.) - Zostałem reżyserem Opery Śląskiej w Bytomiu. Jeszcze w czasie studiów (PWST) zadebiutowałem w Operze Łódzkiej. Występowałem w bardzo różnorodnym repertuarze (małe i duże role), ale do pewnych granic. Profesorowie (m.in. profesor Zawadzka) hamowali moje skłonności do zbyt szerokiego repertuaru.

Profesor Gino Becchi (Florencja) mawiał: "Nie musisz być którymś z kolei Szalapinem, staraj się być pierwszym Saciukiem".

L.M.M. - Kolejne kontakty z muzyką Wagnera?

A.S. (H.) - W 1974 wystąpiłem w partii króla Heinricha (w Lohengrinie), w 1987 - śpiewałem Olbrzyma Fassolta w Złocie Renu i Fafnera w Zygfrydzie (w Rouen, Bordeaux). Rolę Hagena w Zmierzchu Bogów zaproponowano mi na kilka miesięcy przed premierą w Teatrze Wielkim w Warszawie (w roku 1988).

Miałem na przygotowanie całości tylko dwa miesiące czasu. Trzeba było opanować tekst oryginału, ogromną partię z partytury Zmierzchu Bogów oraz opracować (przynajmniej schemat) koncepcji dramatycznej postaci. Wydawało się to prawie niemożliwe.

 

2. Praca nad rolą Hagena - a trudne pytanie o "zło w człowieku"...

L.M.M. - A jednak podjął Pan to zadanie?

A.S. (H.) - Postanowiłem je podjąć. Zwróciłem się o pomoc do najwybitniejszego, moim zdaniem, odtwórcy Hagena - Karla Ridderbuscha. Ku mojemu zdziwieniu, Karl nie odmówił.

Pracował ze mną intensywnie, aż do przyjazdu do Polski. Od niego otrzymałem najcenniejsze wskazówki muzyczne i dramatyczne. Udało mi się również świetnie porozumieć z reżyserem warszawskiego spektaklu profesorem - Augustem Everdingiem.

L.M.M. - Rola Hagena w Zmierzchu Bogów jest (historycznie i współcześnie) jednym z najbardziej kontrowersyjnych symboli. Dramaty muzyczne Wagnera - to rzecz o losie ludzkim, uwikłanym w konflikt dobra i zła, mit i rzeczywistość. Jak poszukiwał Pan klucza?

A.S. (H.) - Podstawa - to muzyka i lektury. Karl Ridderbusch nakreślił ze mną kilka ważnych reguł roli: "Musisz być tak mocny, jak niewzruszone drzewo. Musisz być pewny swojej drogi jako Hagen. To wymaga ogromnej konsekwencji - w prowadzeniu linii wokalnej i linii dramatycznej - roli. Ponadto, musisz dostosować możliwości, jakie daje dramat Wagnera, do twoich dyspozycji fizycznych".

Staram się trzymać wskazówek tych nadal.

L.M.M. - Pana kreacja jest niezwykle wyrazista i ciekawa. W jaki sposób dostosował się Pan do warunków inscenizacji, którą Panu zaproponowano w Warszawie?

A.S. (H.) - Nie do końca udało mi się zrealizować swoje przygotowania. Zadecydowały o tym warunki akustyczne, płytkie osadzenie orkiestry, trudności porozumienia z zespołem muzycznym, ze względu na głębokość sceny. Starałem się jednak łączyć poprzednie doświadczenia z nowymi. Profesor August Everding chciał, żeby moja rola była uniwersalnym i konkretnym symbolem władzy - to tkwi w dziele, a nie w drugorzędnych akcesoriach.

L.M.M. - Postać Hagena dźwiga paradoksy losu ludzkiegoZmierzchu Bogów. Czy nie odczuwa Pan szczególnego ciężaru i odpowiedzialności związanej z tą rolą?

A.S. (H.) - Rola Hagena wymaga pełnej i stałej gotowości fizycznej i psychicznej od wykonawcy. Nie ma w niej właściwie pustych miejsc. Czuję się ciągle zobowiązany do aktywności - nawet w chwilach milczenia czy oczekiwania. Wymaga to dużej wytrzymałości, rozsądnego gospodarowania głosem i ciągłego napięcia uwagi.

L.M.M. - Profesor Everding podkreślał, że Pierścień Nibelunga jest symbolem ludzkiego egoizmu. A jednym z aspektów egoizmu jest władza. Nie ważna jest jej historyczna postać, lecz uniwersalny sens - niszczący jednostki, społeczeństwa, kultury i cywilizację.

A.S. (H.) - W tym kontekście - Postać Hagena - to realny i symboliczny nośnik zniszczenia, jakie niesie ze sobą ludzki egoizm. Hagen, jest jednym z inspiratorów zła, które potencjalnie jest w każdym człowieku.

 

3. Paradoksy ludzkiego losu a metajęzyk niezmierzonego światła, "muzyki jasnej", humanizmu...

L.M.M. - Zakończenie Zmierzchu Bogów jest mostem między historią, mitem a współczesnością. Po katastrofie (jak mówi Edda i Mit o Nibelungach) ma nastąpić odrodzenie, nowy świat.

Jak sens ostatnich taktów - jasnej muzyki Wagnera - odnosi się do Hagena?

A.S. (H.) - Rzeczywiście, ta muzyka - jasny motyw - istnieje przeciwko Hagenowi (przeciwko motywowi ciemności). Hagen - jest to człowiek ziemi. Jako postać - mocno trzyma się stopami jej gruntu. Przeciwstawia się wszystkiemu, co jest poza tym - niebu, żywiołom wody i płomienia. Ginie w otchłaniach wodnych Renu.

Święta rzeka Ren oczyszcza świat, zmywa zło. Przywraca harmonię. Dużo jest w roli Hagena znaczeń, wątków i zadań artystycznych. Muszę nad tą rolą pracować. Chciałbym, aby pozostała w niej jakaś jednolita linia. Aby pozostało - to, co najważniejsze, co - należąc do Wagnera - jest także moje. Widzę w dziele Wagnera ogrom humanizmu.

L.M.M. - Dziękuję Panu serdecznie za rozmowę. Do zobaczenia, mam nadzieję - w tych i innych przedstawieniach w Polsce.


Copyright by Ludwika Malewska-Mostowicz - Laboratory of Intercultural Translation
[Ostatnia modyfikacja: 5 czerwca 2001 r.]

Adres e-mail: lpm@kki.net.plskrzynka 


[Strona główna | Informacja o Laboratorium | Teksty]